h1

Dwie połówki

7 maj, 2008

Zapalam świece naszych dusz, odgarniam kurz przeżytych chwil…

Dwie połówki pomarańczy, skąd się wzięło takie określenie? Dlaczego pomarańcze, a nie pomidory albo jabłka?
Może wymyślono to w Hiszpanii, a tam klimat bardziej sprzyja namiętnym spotkaniom, no i pomarańcze są jak jabłka u nas popularne. No ok, ale ktoś to najpierw rozciął, a potem trzeba odszukać tę pasującą. A jeśli jedna z tych połówek znajdzie tę drugą, a druga twierdzi stanowczo, że nie pasuje, bo lepiej by się dopasowała z arbuzem, albo z dynią to co wtedy?
Wtedy nic, po prostu nic, dwie połówki to przecież nie litr…

+++

Angel Lionel Richie

h1

Internet zwalnia

6 maj, 2008

Podaj mi swoje IP, a powiem ci jakie jest twoje IQ.

Jakieś ileś lat temu, gdy sam byłem świadkiem narodzin całego tego Internetu, to nie myślałem, że teraz zacznie on zwalniać. Nie chodzi o prędkość, bo ta rośnie, tylko o coś innego. Na początku było słowo pisane na IRC, ewentualnie na jakimś komunikatorze typu ICQ.
W IRC były opy, bany, admini itp. Ci którzy założyli kanał mieli władzę absolutną, mogli wywalać kogo tylko chcieli. Dobierali sobie drużynę kopaczy. Ale nie do tego zmierzam, w tamtych czasach prawie każdy spotkany na sieci człowiek, był kolejnym odkryciem. Z czasem organizowano jakieś zloty, spotkania, browary itp. Krótko mówiąc była radocha z tego, że się gadało z kimś obcym. Obecnie, moim skromnym zdaniem, jest jakby odwrotnie. Najpierw ludzie poznają się w „realu” , a potem tworzą grupy w jakiś „fejsbukach, winogronach, tamtych klasach…”. Już nie poznasz kogoś tak przypadkowo i spontanicznie. Gdy np. na którymś z portali społecznościowych chcesz kogoś nieznanego zaprosić to w 90% otrzymasz odpowiedz „znamy się?” i ignor :)
I taki jest ten Łeb 2, a jaki będzie Łeb 3 ?

Ciekawy jestem jakie jest wasze zdanie na ten temat?

+++

Bob Sinclair - World Hold On
Ten kawałek kojarzy mi się z tęsknotą za czymś nieosiągalnym.

h1

Już za rok matura

5 maj, 2008

Egzamin dojrzałości z różnych zaległości.

Dzisiaj dzień szczególny. Spora grupa internautów pisze maturę. Ale i tak ci co zostali przy klawiaturach, stanowią wciąż znakomitą większość. Nasuwa się pytanie co zrobić, żeby zdać? Może jakieś czary mary, np. przed maturą nie będę się wcale golił, albo długopis do pisania namoczę w soli itp. Może znacie jakieś magiczne i absurdalne chwyty, aby napisać dobrze ten egzamin, bo jak nie to co?
Za rok matura? :)

P.S.
Pamiętaj zdasz najlepiej – już ja i Serducho się o to postaramy :)

+++

Czerwone gitary - Matura

h1

Niewolnik

4 maj, 2008

Wsiadam do rakiety swojej złości, a cerber idiota otwiera mi wrota.

Zezłościłem się dziś w nocy, patrząc w okna Twojej duszy.
Nie chciałaś mnie tam wpuścić!
Nauczyłaś ograniczać się przed Tobą, dobra OK…
Nauczyłaś tego i tamtego, ale i tak latałem sam.
Nikt w tych oknach nie otwierał, chciałem dzwonić, pukać, wciąż przejęty,
Jeśli nie otworzysz, krzyknij chociaż do mnie: lataj, ale nie tędy!
Odleciałem już od okna,
Moja dusza mi przemokła…
Czuje wolność już w mych skrzydłach,
Cała ta niechciana modła, już mi bardzo zbrzydła!
Twoje serce jest z kamienia, moje nigdy się nie zmienia!
Ale przecież, gdzie polecę?
Więc krzycz do mnie, żebym wiedział, choć na chwilę,
Bo już lecę…

+++

Bryan Ferry Slave to Love
To ja wracam z Hollywood :P

h1

Casting

4 maj, 2008

LotNad balonami świateł wielkich miast, leciałem dziś na spotkanie swoich gwiazd.

W związku z rozwojem naszej firmy transportowej (transport słów do Internetu) poszukujemy dodatkowej Muzy do działu inspiracje.

Gwarantujemy poufność danych blogowych, oraz trwałe usunięcie adresu IP.
Zainteresowane kandydatki zapraszamy na spotkanie pod tym postem, w dziale komentarze, w dniu umieszczenia tego wpisu.

Wymagania:
– miłe grawernictwo,
- obycie w towarzystwie Black SEO,
- referencje z niechcianych blogów,
- umiejętność zjednywania sobie spamerów.

Gwarantujemy pracę w wirtualnym i nierealnym zespole.
Pozdrawiamy – Serducho i jego drużyna kolejowa z parowozu Wielkich Pragnień :)

P.S.
Oferta jest wciąż nieaktualna!

+++

Karmah - Just be good to me

h1

Nadzieja

3 maj, 2008

RanekMój lot trwa już tyle lat, a dopiero teraz znalazłem miejsce do lądowania.

Dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Wspominałem wczorajsze nagranie, mieliśmy naprawdę ciężki dzień. Udało się nam zrobić prawie 3 godziny materiału. Zgrałem wszystko z kamery do komputera i nawet to zajęło mi sporo czasu. Cały czas w myślach słyszałem JEJ głos, jak opowiada o swoim życiu. Byłem zmęczony i chciałem się zanurzyć w swoim śnie.
Niespodziewanie szybko mi się to udało.
W moim śnie siedziałem w jakiejś ogromnej i przyciemnionej hali. Było bardzo cicho i chyba środek letniej nocy. Miarowe kroplowanie, po niedawnej burzy z dziurawego dachu tego budynku, doprowadzało mnie do szału. Nagle po chwili usłyszałem narastający rytmiczny bełkot wirników helikoptera, który pieścił moje uszy. W pewnym momencie wszystko ucichło. Wyszedłem z tej hali idąc w kierunku tych dźwięków. W pobliżu głównego wejścia wylądował kosmicznie wyglądający helikopter. Podszedłem bliżej, ale w środku nie było pilota. Pojazd miał 2 miejsca z przodu i dwa z tyłu. Z przodu obok miejsca pilota siedziała Nadzieja, z tyłu Złość i ON. No, lepiej już być nie mogło i zanim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem od Niego stanowcze:
- leć!
- gdzie zapytałem, chociaż, się domyślałem?
- Serducho, powiedział, masz pół godziny, żeby je znaleźć,
- Ok, ale gdzie?
Nie usłyszałem odpowiedzi, zacząłem się rozglądać z przerażeniem po kabinie, bo przecież nie jestem pilotem. Założyłem kask z holograficznym monitorem wewnątrz. Pod szybą tego pojazdu nie było żadnych zegarów czy wskaźników – był taki pas dotykowego ekranu jak w mobilnych urządzeniach. Siedziałem po lewej stronie i między mną i Nadzieją był tylko drążek sterowniczy na końcu którego był czerwony przycisk z napisem Start. Po chwili wahania nacisnąłem guzik startowy, usłyszałem miły dla ucha rozgrzewający się bełkot wirników. W tym samym momencie rozjaśnił się dotykowy ekran okalający pół kabiny. Wszystko było genialnie proste i ergonomiczne. Chwyciłem za drążek i pociągnąłem go do góry. Niesamowite, maszyna płynnie zaczęła się wznosić i na wysokości około 100 metrów, za horyzontem betonowego usypiska wieżowców, zobaczyłem startujący świt, w tych swoich sennych rozlewających się barwach. Podniosłem maszynę bardziej do góry i skierowałem się w kierunku tego wschodu. Spojrzałem na Nadzieję i zobaczyłem cichy błysk w jej oczach. To tam pomyślałem i poleciałem z dziobem maszyny ustawionym lekko do dołu. Lecieliśmy tak ze dwadzieścia minut, czas uciekał, a ja czułem, że to nie tu, ani tam. Krajobraz był coraz wyraźniejszy, klocki budowli i mijanych dróg zmieniały się powoli. Popatrzyłem na Nadzieję i zobaczyłem w jej oczach, brak dalszego ciągu tej wyprawy.
Powiedziała mi:
- wracamy,
- nie teraz powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
Pomyślałem o ilości paliwa jakie mamy na pokładzie, za chwilę na dotykowcu pojawiła się cyfra „2 dni bez lądowania”. Na długości czasu około 28 minut lotu, zobaczyłem odblask jakiegoś ogromnego jeziora z wielką piaszczystą plażą. Czułem, że to musi być gdzieś tutaj, ale zostało mi już tylko 2 minuty. Co robić, pytałem siebie? Złość zaczęła już dochodzić do głosu. Byłem wściekły, czułem niemoc. Co z prędkością zacząłem się zastanawiać? Odpowiedź znowu przyszła na ekranie – „leciałeś za wolno”. Lecę wzdłuż plaży, rozglądam się we wszystkich kierunkach, zły sam na siebie. Magiczne 30 minut minęło, Anioł westchnął, a ja w swojej złości leciałem dalej. Nagle na plaży zobaczyłem równoległy napis do linii brzegu:
- Byłam tu, musiałam wracać – Serducho,
Zanim skończyłem czytać, rześka fala rozmyła tekst. Nadzieja zaczęła domagać się głośno powrotu, a Złość darła się:
- przespałeś ważny moment!
- cisza wariatki, zacząłem krzyczeć, będziecie wracać autostopem!
Wylądowałem, kazałem im iść na spacer w prawo. Anioł siedział sobie cicho zanurzony w jakiś ogłoszeniach o nowych lotkach. Ten to ma dobrze pomyślałem. Siadłem koło tej maszyny, czułem jak stygnie powodując rytmiczne trzaskania. Zacząłem bawić się piaskiem, jak małe dziecko. Zrobiłem górkę z mokrego piasku i zacząłem się rozglądać za jakimś patykiem. Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem jak Nadzieja ze Złością się kłócą – w sumie zrobiło mi się ich żal. Po lewej stronie zobaczyłem jakiś długi patyk wbity w plażę. Poszedłem w tamtym kierunku. Jak wyciągałem tego kija to zobaczyłem, że przy nim było napisane:
- Będę za tydzień o tej porze – Serd…
Dalsze litery były rozmyte. I to mi wystarczyło, zapakowałem całą wycieczkę do maszyny i wystartowaliśmy. Jednocześnie odkryłem, że trochę poniżej guzika start jest taki płaski przycisk z napisem prędkość, za pięć minut byliśmy przy hali. Z radością zacząłem odliczać godziny do spotkania za tydzień…

+++

Airwolf startup
Fajna bajka o super helikopterze dla dzieciaków w latach osiemdziesiątych.

h1

Anonimowi przyjaciele

3 maj, 2008

HddPrzez Twój kostium widzę tylko duszę, ciało jest nieistotne.

Kiedyś, dawno temu gdy było mi źle miałem takich swoich anonimowych przyjaciół, na których mogłem zawsze liczyć. Zapytacie jacy to przyjaciele, skoro anonimowi? Łączyła ich wspólna nazwa – Muzyka. Byłem, jestem i będę wrażliwym człowiekiem, co nie zmienia faktu, że buduje sobie z roku na rok coraz sprawniejszą skorupę przed tymi, co nie są wrażliwi, inaczej już by było po mnie. Wracając do przyjaciół, jednymi z nich są pozostający od prawie czterdziestu lat anonimowi członkowie grupy The Residents. To absolutni prekursorzy stylu gry nazwanej awangardą i video-artu. Jak kiedyś wspomniałem ich muzyka zafascynowała mnie dawno temu, swoim klimatem jakby „jechała do tyłu”. Jazz przy tym, to muzyka łatwa i przyjemna, chociaż znakomita większość z was nie trawi lekkich odmian tego stylu. Zresztą posłuchajcie sami, na końcu tego posta wstawiłem próbkę ich gry w utworze The Residents – Satisfaction. Tak, to jest jakby przeróbka The Rolling Stones – Satisfaction. Wybrałem ten utwór, choć nie jest on sztandarowym przykładem ich grania, specjalnie dla was, abyście znali przynajmniej melodię. Jak znam życie i tak dla większości z was to będzie tzw. kocia muzyka :)

Około siedem lat temu byłem na ich koncercie w warszawskiej Sali Kongresowej i ku mojemu zdziwieniu sala była pełna, a i VIP-ów trochę przyszło z tamtych czasów, wśród których obok mnie siedziała taka piosenkarka, co do dzisiaj śpiewa :)

+++

The Residents – Satisfaction